Get Adobe Flash player
Szukaj chwyty i tabulatury
Szukaj wykonawców
Zaloguj się
Nie masz loginu? Załóż konto
forum gitara

Fingerstyle Nauka gry
Fingerstyle Nauka gry

Warsztaty gitarowe 50 ćwiczeń na gitarę solo
CD + książka 60 str
Gitarowe Wyzwania
Gitarowe Wyzwania

Ponad 4 godziny, ujęcia z różnych kamer, prawa i lewa ręka
2 płyty DVD
Sztuka improwizacji na gitarze
Sztuka improwizacji na gitarze

Improwizacja rytmiczna: skale, pozycje, techniki
książka 64 strony A4
Gitarowe wyzwania + Śpiewnik gitarowy
Gitarowe wyzwania + Śpiewnik gitarowy

Szkoła gitarowa na 5 płytach DVD i ponad 600 stron śpiewnika
600 str + 5xDVD
Łatwy kolędy gitarę
Łatwy kolędy gitarę

Druga część śpiewnika z kolędami na gitarę
książka 48 str. A4


 
Wielki Śpiewnik Rockowy

The Allman Brothers Band. Kochać to nie znaczy zawsze to samo..

Kategoria: Koncerty gitarowe / Autor: Beata Kowalska



Kochać to nie znaczy zawsze to samo
Tak się składa, że mężczyzna mojego życia maniakalnie przepada za The Allman Brothers Band. Wynikiem jego nieokiełzanej wprost miłości do tego wiekowego składu jest słuchanie jego płyt, oglądanie koncertów z czasów kiedy mnie jeszcze nie było na świecie, śledzenie losów wykruszającego się powoli towarzystwa i tym podobne. Tak się składa, że z czasem, przeciwnie do jego oczekiwań, zaczęłam w skrytości ducha szczerze nienawidzić większości słynnych kawałków Allmanów. Jakże się ucieszyłam, kiedy dowiedziałam się, że do naszego miasta przyjechał Derek Trucks z zespołem – młody, bardzo zdolny muzyk, najlepszy „slajd” świata. Tak zdolny, że w wieku lat 19 przyjęto go do… The Allman Brothers Band!
To była jesień ubiegłego roku, Teatr Muzyczny w Łodzi – najgorsze miejsce na koncert jakie w życiu widziałam. Zanim tam dodarłam wsparta na ramieniu ukochanego powtórzyłam gruntownie wiedzę o cudownym dziecku gitary – Dereku. Ten facet w wieku 11 lat grał już pierwsze sety! Ponieważ miejsce nie nastrajało optymistycznie, tego wieczoru zdziwiłam się po raz kolejny, przed wejściem Derek Trucks Band wszystkie miejsca były już zajęte! Nieźle jak na zespół, o którym pierwszy raz usłyszałam dzień wcześniej!
Powiem szczerze byłam przekonana, że tego co za chwilę nastąpi nie da się słuchać, postanowiłam więc czymś się zająć – poczynić jakieś obserwacje, żeby było o czym przy kolacji porozmawiać. Od razu powiem, że niestety Derek nie ma wyglądu rockowej gwiazdy, gra zapatrzony w gryf, z rzadka wymieniając porozumiewawcze spojrzenia z innymi muzykami. W czasie całego koncertu uśmiechnął się w sumie pięć razy. Grał na gitarze. Na jednej gitarze! Przez cały koncert – to był raczej zniszczony Gibson SG, którego nie oddał nawet gdy pękła mu struna. Zespół grał, a on spokojnie, przykucnął i zmienił strunę, dostroił instrument i grał dalej. Dodam, że wywołało to burzę oklasków. Derek grał na jednym wzmacniaczu - Fender Super Reverb z czarnym panelem. Podobnego odkurzam dwa razy w tygodniu to wiem. Nie używał żadnych efektów – żona go z pewnością za to uwielbia. Oprócz niego na scenie rezydowali: Yonrivo Scott grający na bębnach, zażywny murzyn po pięćdziesiątce – bardzo mu się ładnie udawały solówki, Kofi Burbridge - klawiszowiec i flecista zarazem (grał na Hammondach), Todd Smallie funkująco-bluesujący basista. Śpiewał Mike Mattison. Dobrze śpiewał, a jak nie śpiewał to skromnie siedział na fotelu w cieniu sceny, nie przeszkadzając pozostałym grać bardzo długich solówek.
Jak by mnie ktoś zapytał jaki rodzaj muzyki gra Derek Trucks Band, odpowiem, że nie wiem. Słychać tam było inklinacje bluesowe, ale nie tylko. Derek dużo tematów utrzymał w charakterze arabskim i flamenco. Zaczynał od prostych fraz i z upływem utworu zwiększał dramaturgię improwizacji, aż po szaleńcze gonitwy po całym gryfie.
Po jakimś czasie, musiałam dokonać wyboru, albo mi się podoba, albo za chwilę tego nie zniosę i wyjdę. Dodam, że wszystkim wokół się podobało. Mnie, po jakimś czasie, też. Koncert trwał na tyle długo żeby przekonać nawet zdesperowane narzeczone do niesamowitości prezentowanej muzyki. To nie był blues, ani jazz, ani country – to było coś jakby to wszystko na raz i jeszcze trochę.
To nic, że żadna z moich koleżanek nie podziela zachwytu nad Derek Trucks Band, że żadna nawet o nich nie słyszała. To nic nawet, że Derek wygląda na autystycznego chłopa z amerykańskiego rancza. Dzięki niemu od listopadowego koncertu, stałam się pożądanym ogniwem w dyskusjach prowadzonych przez kolegów. Pożyczamy sobie płyty, wspominamy „momenty” koncertu, prowadzimy internetowe poszukiwania Dereka…
Podsumowując, to był najlepszy koncert na jakim byłam, a dzięki temu, że go tak dzielnie zniosłam i jeszcze zauważyłam na czym kto grał, zdystansowałam na długo wszystkie ewentualne rywalki.